Ile to już było historii, gdzie heroiczny nastolatek ratuje świat? Tytułami można sypać z rękawa, schemat kopie schemat, powiew świeżości dawno przeminął z wiatrem, ale jak widać, ten temat dalej można sprzedać i to całkiem łatwo. Z Bloody Monday jest jak z produktem w sklepie. Zapakowany w ładne pudełko, ma nam wmawiać, że jest pierwszej świeżości. Co dziwne, po otworzeniu smakuje całkiem dobrze.